• Wpisów:55
  • Średnio co: 36 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 15:34
  • Licznik odwiedzin:1 828 / 2050 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Nie nadaję się do niczego. Sterta bezwartościowego gówna, które wypełnia ten świat. Frajer i porażka. Urodziłam się by umrzeć, tak trudno pokochać nieunikniony los.
 

 
Kocham go, Boże, jak ja go kocham. Boli mnie to, że nie potrafię mu tego pokazać, opisać. Jest we mnie strach i wstyd. Kiedy chwaliłam się uczuciami, straciłam wszystko. A potem rany pokryły się zaschniętą krwią, która wciąż płynie po cienkiej, bladej skórze. Nie mogę bez niego żyć, kocham Go. Wie to. A więc wie wszystko, co musi, choć ujęłam to w takiej prostocie i kolokwializmie.
 

 
Po prostu luźno marzę, jeżeli tak by się stało, jeżeli by się wydarzyło...
 

 
Sama już nie wiem. Gubię się. Zgubiłam się. Nie umiem już płakać, nie umiem spać i żyć. Bez Ciebie jest pusto. Dokąd mi uciekłeś? W czyje ramiona? Twoje imię to moja obsesja. Podaruj mi choć chwilę przeszłości, daj siłę by wytrwać tę wieczność.
 

 
Tęsknię za Tobą. Myślę o Tobie. Jak mogłeś tak po prostu odejść...
 

 
Nie mógł wtedy o niej zapomnieć. Każda jego cząstka była dla niej, dla Kasi. A kiedy go zraniła odszedł, uniósł się dumą. Poznał mnie, cały ten akt rozpaczy przerodził się w zakłamaną fascynację na moim punkcie. Kochałam go, nie mogłam bez niego żyć. Ale Kasia wciąż była. Gdzieś obok, tuż obok. Aż w końcu napisała, a on zmiękł. Znów poczuł ją w sobie. Zostawił mnie, a ja się rozpadam. Każdy dzień bez niego jest coraz gorzej, nienawidzę go za to, że dalej go kocham.
 

 
Taka ze mnie suka, tak bardzo mnie nienawidzą. Taka jestem zła i okropna. Czarna owca rodziny. Gruba, brzydka, bałaganiarą, leniwa, źle się ubiera, źle się maluje. Wszystko robię źle. Ochota na samobójstwo wróciła.
 

 
Jak właściwie wygląda Twoje życie? Czy każdego dnia wstajesz myśląc o przyszłości? Czy zadajesz sobie egzystencjalne pytania? Czy może żyjesz rytmem, tym co bliskie, realistyczne, przyziemne i pewne? W co wierzysz? Co naprawdę posiadasz?
Żyję marzeniem. O karierze, o działalności charytatywnej, o inteligencji, o talencie, o zabawie, przyjaźni, miłości, akceptacji, codziennej radości, spontaniczny uśmiechu. Żyję w imieniu celów i marzeń. Kiedy nagle czuję, że tracę siłę. Że wszystko, czego naprawdę pragnę, jest iluzją, którą żyje. Karmię siebie dalekim światłem. Czymś, co pozwoliłoby mi na ucieczkę z czarnej, smutnej rzeczywistości, którą sama tworzę. Uciekam, starając się nie myśleć o osobie, którą kreuję. Żyjąc w przekonaniu, że wyznawane przeze mnie wartości, to te właściwe, które nie zawierają w sobie subiektywizmu czy komercji. A prawda jest zupełnie inna. Każdego dnia odrywam głowę od ciepłej, pachnącej poduszki, mając nadzieję, że ten dzień będzie lepszy od poprzedniego, że właśnie tego dnia, moje życie zacznie wyglądać tak, jakbym tego chciała. Cóż za zawód, kiedy kładąc się spać, czuję, że nie dokonałam niczego, nie zmieniłam tego jaka jestem, nie poczułam czegoś nieznanego. Każdy dzień zaczyna wyglądać tak samo. Rutyna, ale zarazem strach. Czy moje życie będzie wyglądało tak zawsze? Czy moje marzenia zawsze będą tak daleko? Czy zawszę będę czuć obrzydzenie do swojego ciała i umysłu? Zamykam oczy, zaciskam pięści. Znów wyobrażenia, znów snucie planów. Planów bez przyszłości, brak możliwości na realizację planów, brak punktu zaczepienia. Życie bez marzeń i celów staje się nic nie warte, puste, człowiek staje się już tylko człowiekiem. Organizmem. Roztacza nad sobą chmurę deszczową. Przestaje tworzyć, myśleć. Dąży jedynie do zaspokojenia fizjologicznych potrzeb. W końcu rozumie, że to nie wystarcza. Jednakże nie zdaje sobie sprawy z tego, co jest nad nim. Czasem osobista chmura deszczowa bywa śmiertelna, nie tylko dla nosiciela, przecież im wyżej Twoja chmura, tym dalej pada. Po jakimś czasie już nie tylko Ty cierpisz, ale też Ci, którzy są blisko Ciebie. Czujesz winę, że niszczysz innych. Prawdziwa destrukcja. Ulegasz zniszczeniu, a teraz niszczysz innych. Tych, na których najbardziej Ci zależy, których kochasz, szanujesz. Przychodzi moment, kiedy już nie możesz się podnieść, ale nie możesz też polec. Zadajesz sobie pytanie, na co brak mi odwagi? Na sukces, czy może na porażkę? Sukces - realizowanie marzeń, planów. Ale jak realizować te plany, te marzenia, które są utopijne? Jak spotkać ludzi, którzy będą tymi właściwymi ludźmi? A jeżeli już spotkać tych ludzi, to kiedy zauważyć, że to Ci właściwi? Wkrótce wysuwa się konkluzja, kogo uważamy za właściwego. Bardzo osobiste pytanie. Ja doskonale wiem, kogo uznaję za właściwego człowieka. Wszystkich. Każdy człowiek, to ten właściwy człowiek. Każdy człowiek, to człowiek, który tworzy historię, który czuje, przeżywa. Więc dlaczego tak bardzo boję się, że spotkam osobę niewłaściwą? Człowiek niewłaściwy, kojarzy nam się z osobą,która nas niszczy, wypala. Kiedyś lider genialnego zespołu, jakim jest Nirvana powiedział ''Lepiej spłonąć, niż się wypalić'' Być może się wypaliłam, chcąc trwać w tym wszystkim, co mnie otacza, dla tych ludzi, którzy potrzebują zwykłej świadomości, że wszystko w porządku. Ale to nie była ich wina. To była moja decyzja. To właśnie uczucia tych ludzi, uznałam za prawdziwą wartość. Dla zapewnienia im poczucia ''normalności''. Jestem. I to wystarczy - żebym była. ''Normalność'', kolejne słowo, które można interpretować w każdy sposób. Które niszczy to, co tworzymy jako pojedyncze jednostki, nie jako masy. Właśnie ta ''normalność'' niszczy i wypala ludzi. Wyimaginowany obraz tego, co przyjazne, typowe, tego, co nie szokuje i nie zwraca uwagi, nie krzywdzi i nie wyrywa z tego, co uważamy za dobre. Boję się takiego życia. Właśnie normalnego. Bo choć teraz czuję w sobie ból, strach, a życie jest dla mnie jak otchłań, która pochłania różnobarwne światło przez nas tworzoną, to boję się właśnie tego, co ''normalne''.
 

 
Brakuje mi czasu na pisanie, a naprawdę tego potrzebuję. Bo cóż, chyba się tak trochę mocniej zauroczyłam, ale cóż, nie ta liga, nie ten świat, nie ten chłopak i przede wszystkim nie ta ja...
 

 
Problemy rodzinne i szkolne zaczynają mnie wykańczać, w dodatku nie radzę sobie z samą sobą. Mama podjęła decyzję, idę do psychologa.
 

 
Za jakieś 8 dni wracam do szkoły. Chce mi się rzygać na samą myśl, nienawidzę tego miejsca i tych ludzi. Najchętniej przeczekałabym szkołę w domu. Nienawidzę tego gówna. L. śni mi się po nocach, pieprzona matematyka, boję się, że ją obleję. Ścisk żołądka na samą myśl.
 

 
Uciekłam na chwilę. Było naprawdę świetnie.
 

 
Dziś czwarty dzień. Wczoraj nie przypościłam niczego, bo byłam w wyjątkowo podłym nastroju.
Koszmary nocne, i ogólnie rzecz biorąc paskudny dzień był wczoraj.
Ale ćwiczyłam, pół godziny, ale ćwiczyłam.
Dzisiaj też będę, zjem obiad i coś ogarnę, a od przyszłego tygodnia zaczynam P90X. I ach, może to dziwne, ale kocham to uczucie, kiedy czuję mięśnie mojego brzucha
Trzymajcie się ciepło, a ja lecę
PS: Mały motywator dla mnie
 

 
Drugi dzień moich starań, dzisiaj dałam sobie popalić.
Śniadanie postanowiłam zjeść dosyć porządne, żeby mieć siłę na trening.
2 jaja na twardo
kromka chleba z plasterkiem szynki
jogurt
zielona herbata
Razem to jakieś 400 kcal, więc po śniadaniu odczekałam godzinę, włączyłam trening z Mel B i wzięłam się ostro do pracy
Poskładałam wszystkie filmiki do kupy, rozgrzewka + ABS + brzuch + pośladki + ramiona + cardio + cool down. Łącznie to około godziny i dziesięciu minut, ale ramion już nie wytrzymałam, więc była to godzina. Wykonałam niemalże każde ćwiczenie.
Po 37 minutach poczułam, że wymiękam, wiecie co podziałało? Lustro. Spojrzałam na siebie. Na swoje uda, swój brzuch, ramiona, pomyślałam 'dziewczyno, masz niecałe 16 lat, zobacz do czego się doprowadziłaś. Ile razy płakałaś w lecie, że nie możesz ubrać bikini, szortów, iść na basen? ILE RAZY? Robisz to dla siebie, nie dla innych, dasz radę'
Wstałam i ćwiczyłam dalej. Lało się ze mnie. Haha, w pewnym momencie wyglądałam jak Ci napakowani faceci na siłowni, naładowani sterydami, podnoszący już te ostatnie powtórzenia z niewyobrażalną miną, zaczęłam się śmiać z siebie Ale te treningi naprawdę zaczynają mi się podobać, oczywiście zakwasy są nieziemskie, ale jakoś czuję się po nich szczęśliwsza Polecam ćwiczenia z Mel B, niewyobrażalnie mnie ta babka motywuje
Niestety dzisiaj zjadłam tylko 3 posiłki, tzn. śniadanie, drugie śniadanie i obiad, więcej nie dam rady, mimo, iż oprócz śniadania były to małe porcje, ale cóż, dam radę jakoś to ogarnąć. Trzymajcie się ciepło i powodzenia!
  • awatar `Devees☺: Trzymam kciuki za Ciebie i wierzę,że wytrwasz do końca,tego Ci życzę.;]
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Jestem tak wykończona po tym treningu, że mogę teraz zasnąć, a wstałam o 15 >.<
 

 
UDAŁO MI SIĘ!

1.A powiem Wam, zaczęło się od wyzwania >.< W lodówce była pyszna pizza serowa, ostatni kawałek, nie zeżarłam, zjadłam to co było w planie
To taki mały sukces, ale się cieszę, naprawdę się cieszę, że się udało.
2. Ćwiczenia...włączyłam trening turbo Ewy Chodakowskiej, było zajebiście trudno, dotrwałam do 21 minuty, ale postanowiłam, że tu nie skończę! No nie i koniec Włączyłam trening pośladków Mel B. Wykonałam każde ćwiczenie, dupa mi umiera.
I włączyłam jeszcze 5-minutowe ćwiczenia na macie.
Łącznie jakieś pół godziny. I chociaż miała być godzina, ale mój organizm po tej chorobie i jedzeniu jakiegoś gówna w ostatnim czasie nie ma na to siły, konkretnie jest mi strasznie słabo, więc po tych 30 minutach już skończę dla zdrowia. Ale naprawdę jestem szczęśliwa, że wstałam, ubrałam się, ćwiczyłam. Jestem bliżej celu.
 

 
Poparzenie straszne boli, ale muszę jakoś przetrwać a tymczasem...mierzyłam się

Biodra 101
talia 68
ramiona 29
udo 53

I jeśli mam być szczera, to w życiu się gorzej ze sobą nie czułam, czas to zmienić.
Na śniadanie zjem jajko na twardo i grzankę, oraz wypiję zieloną herbatę. Na drugie śniadanie planuję 2-3 marchewki, albo jabłko.
Obiad ten, który normalnie będzie w domu i na podwieczorek/ kolację jakieś warzywo czy owoc. Przeważnie nie jem kolacji.
Grafik zrobiłam. Codziennie będę ćwiczyć godzinę. 4 dni w tygodniu na nogi i 2 dni na ramiona oraz brzuch.
Może w końcu pokocham siebie : )
 

 
Od jutra zaczynam odchudzanie. I obym wytrwała.
 

 
W moim dziwnym życiu nagle pojawiła się pewna komplikacja, która ma na imię Paweł.
Może kilka słów o tym Pawle
Więc Paweł pojawił się w moim życiu dość przypadkowo. Jeszcze w 2011 roku, we wrześniu, zgubiłam zeszyt do języka polskiego. Byłam nieco przyłamana, bo w środku znajdowało się zwolnienie z ćwiczeń do końca semestru, a powodem była wada serca. Nie chciałam, żeby ktokolwiek się o niej dowiedział. I na informatyce do sali wbija uśmiechnięty Paweł. A jego...jego znał każdy. Należał do ''szkolnej elitki'' przydupas najprzystojniejszej dupy w naszej szkole. Oczywiście nie był sam, tylko z resztą tego stada z elity. Nigdy nie zapomnę tego dnia
-Dzień dobry, ja sobie przyszedłem przeszkodzić w lekcji no i zeszyt oddać, Marcie Kozłowskiej
-Ugh, no daj ten zeszyt - cudowna pani L. odburknęła
Wstałam, wzięłam zeszyt, podziękowałam. Myślałam, że to się tutaj zakończy, i uwierzcie...nie mogłam się bardziej mylić.
Napisał na fejsie, umówiliśmy się do parku na spacer, ale nie była to randka, pamiętam, że po prostu zabrał się ze mną, kiedy chciałam zrobić zdjęcia wczesnej jesieni. I cóż, Pawełek się trochę pospieszył. Widzi mnie drugi raz w życiu, a zaczął przytulać. Czy to dziwne, że się wystraszyłam? W dodatku to mogło być poważne, a cóż, jeszcze ''chłopaka na poważnie'' nie miałam. Od tamtego czasu więcej się nie widzieliśmy. Ale to nie oznacza, że znajomość się zakończyła. Dzwonił codziennie, codziennie rozmawialiśmy po 2-3 godziny, rozmawiało nam się naprawdę świetnie. Zbliżaliśmy się do siebie. Ale cóż...płochliwa ze mnie dziewczyna. Do teraz się nie spotkaliśmy więcej razy. A Paweł dzwonił, pisał, w końcu zaczął mówić, że mnie kocha. A ja? Ja nic, zero uczucia do niego. Może dlatego, że w tamtym momencie miałam dość poważnie złamane serce. Dalej mam. Dlatego nie umiem się zakochać. I wiem, że mu łamię serducho, ale przecież nie mogę zakochać się na siłę. Zresztą na mojej drodze było jeszcze dwóch chłopaków do pokochania, ale niestety...albo to nie są Ci, na punkcie których oszaleję, albo nie umiem się zakochać. Przykre.
  • awatar Gość: Dobrze, że jesteś wystarczająco silna nie bawisz się jego uczuciami i nie mówisz, że kochasz skoro tak nie jest. Miłość to kat, ale serce też da się posklejać i na pewno pokochasz kogoś bezwarunkowo :)
  • awatar alliee: @`Devees☺: Wszystko.. jakoś się potoczy :)
  • awatar `Devees☺: a może akurat warto mu dać szansę?;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Zaczęłam działać i...kurcze, chyba jakieś światło tam widzę.

Nie, to nie żarówka sąsiadów ;D
 

 
Chwilowy dołek emocjonalny. Zaraz przejdzie.
 

 
Grr, chcę być już zdrowa. Z tego co widzę może nie będzie jakoś mega nudno, ale na nastawiam się na jakieś mega ferie, pewnie je przeleżę becząc w łożu, że nie ma przyjaciół >.< LOL
 

 
Grypa, grypa, grypa, nie ustępuje, a do poniedziałku MUSZĘ być zdrowa. Oprócz tego sparzyłam dzisiaj łapę i aktualnie spoczywa w bandażu, w dodatku dość nieudolnie zawiązanym. I boli, bardzo boli. Grr, oprócz diety i ćwiczeń wprowadzam zmianę wewnętrzną, żeby już nie być taka nieogarnięta >.<
No i muszę wyzdrowieć...ciałko czeka
 

 
No zabij mnie -_-
 

 
Ja pierdole...za chwilę przyjdzie ksiądz po kolędzie, a mi się oczywiście nie wolno schować w pokoju. Do kurwy, co za popierdolony zwyczaj, którego nienawidzę.
  • awatar <Nothing last forever>: ojj współczuje, u mnie już był..jakoś wytrzymałam z trudem ale jakoś...i też nie lubie jak przychodzi i zawsze chce gdzieś w tym czasie wyjść ale jak zwykle nie moge..pff ;c
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Szał blogooowania, jak pisałam grypa nie ustępuje, w zasadzie to jest jeszcze gorzej. Kaszlę, nie mówię ludzkim głosem, kicham, smarkam. Czuję się po prostu okropnie. Ale mam dużo czasu. Ogarniam grafik ćwiczeń i dietę. No...na brak inspiracji nie narzekam Pośpiewałabym sobie, ale nie ma jak. Ciężko mi mówić, a co dopiero śpiewać.

Grafik w drodze...
No i nie mogłam się oprzeć...wstawiam zdjęcia tych dwóch zacnych chłopaczków ^^ Przeuroczo wyglądają takie mięśniaki w świątecznych spodniach
Macałabym te wasze mięśnie...macałabym
Gdzie takich robią? Złożyłabym wcześniej zamówienie
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Straciłam głos, brzmię jak stary pedofil - Kemoiz, nie jesteś sam.
  • awatar alliee: @Kemoiz: Tak mnie jeszcze nie bili xd
  • awatar Kemoiz: a chcesz z pięty w czoło wężu? :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Don't worry, be happy : ) Na samą myśl o tej melodii mam banana na ryju!
 

 
Let's go crazy, crazy, crazy 'till we see the sun!♥

Mam wrażenie, że przyszłe wakacje będą boskie. Koniec gimbazy, koszmaru mojego życia, pewien nowy rozdział w życiu. No nie mogę się doczekać. Imprez, zabawy, szaleeeeeeeeeeeeństwa :3 Koniec emerytowania, muszę się w końcu wyszaleć, bo co jak co, ale na tle moich znajomych to średnio wyglądam


I tak baj de łej...obczajcie zdjęcie, to w co jest wbite kolczyk wygląda jak...mały kutasik
Boże, jestem straszna, za grosz subtelności. Whatever, ale i tak musicie mi przyznać rację, to tak wygląda >.<
 

 
Jeśli miałabym wybierać, którego uczucia najbardziej nienawidzę, byłby to strach. Chociaż jego potęgi nie można porównać do potęgi miłości, ma ogromną moc, która czasem potrafi zniszczyć wszystko.
Fuck you fear, I hate you.
 

 
To co czuję to nie miłość, nie zauroczenie, ale też nie bezimienne pożądanie, którego egzystencję można porównać do promieni grudniowego słońca. To coś silnego, coś niesamowitego. ''Coś'' czego nie potrafię sklasyfikować, nazwać, ale potrafię poczuć.
Paradoks uczuć.